Procesje i pielgrzymowanie

 xxxxxPonieważ Pszów nieodłącznie kojarzy się z Matką Pszowską Uśmiechniętą, wszelkie uroczystości religijne zawsze przyciągały rzesze ludzi, którzy chcieli uklęknąć przed Jej promiennym obliczem.  Dawni mieszkańcy Pszowa nie tylko przyjmowali pątników pod swój dach, lecz również sami pielgrzymowali do świętych miejsc. Często taka pielgrzymka była jedyną szansą poznania innych miejscowości i ludzi. Życie Ślązaka koncentrował się wokół domu, kopalni i kościoła. Wydarzeniem odpowiednio wcześnie planowanym był wyjazd rowerem do Rybnika czy Raciborza. Pielgrzymka zaś była nieporównywalnie ważniejsza!

xxxxxO pielgrzymce na Górę Świętej Anny pisał już wiele lat temu Konstanty Kowol: „(…) w czwartek 13 sierpnia 1846 r. (…). Zwyczajnie w ten dzień wychodzą tutejsi parafianie w procesji na pąć do świętej Anny na uroczystość Wniebowzięcia Najśw. Panny, dla tegóż zaraz po tem zameldowaniu dał siądz fararz błogosławieństwo i sakramentalne pożegnanie, a oba księża odprowadzili pątników z krzyżem i chorągwiami i dzwonieniem wszystkich dzwonów i rozleganiem się muzyki, bębnów i trąb i śpiewu.”

xxxxxPani Marta, ponad dziewięćdziesięcioletnia mieszkanka Pszowskich Dołów, tak wspominała czasy swojej młodości: „Chodziyli my do Wodzisławia na Matka Bosko Szkaplyrno na odpust. Szło sie z figurami. Konsek wiyźli te figury na forach, a jak sie dojyżdżało do Wodzisławia, to brali to i niyśli. Przeważnie młodzi. Figury brało sie z kościoła, a kery mioł w doma, to też broł. Brało sie też sztandary. Tam na miejscu, w Wodzisławiu, to piyrsze było prziwitani. Potym była mszo i kozani. Potym były nieszpory, a po nieszporach – koło trzeci, poł czworte – szło sie du dom. Zaś te formanki czekały i brały te figury. Chdziyło sie też na ponć do Świyntej Anny, do Czynstochow, do Piekor, ale jo nie chodziyła.”

xxxxxPan Zygmunt Krakowczyk przygotowując jeden z artykułów pisał, że „ obecna ulica Pszowska do lat 30-tych XX wieku była jedynie ubita i utwardzona (tzw. szutrowa). Na początku XX wieku drogę z Pszowa do Wodzisławia wybetonowano i obsadzono drzewami owocowymi. Na poboczu rosły grusze szarówki, wszystkie odmiany czereśni, a przed samym Wodzisławiem jabłonie. Była to przepiękna aleja, szczególnie wiosną i latem. Jeszcze w latach 50 – tych XX w. na przykład na targ znajdujący się na rynku w Wodzisławiu chodziło się pieszo. Przy większych zakupach zabierano wózek ciągniony ręcznie. W latach 60 – tych XX w. z pobocza ulicy wycięto wszystkie drzewa, drogę dwukrotnie poszerzono i kilkakrotnie położono asfalt.”

xxxxxFigury, z którymi chodzono na wodzisławski odpust, często były przywożone z Częstochowy. W domu państwa Eugenii i Wiktora Pośpiechów znajduje się figura Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej, którą to matka pana Wiktora, Franciszka, przywiozła z Częstochowy. Była jeszcze wtedy panną i pieszo, na bosaka, szła z Pszowa na dworzec kolejowy w Rydułtowach. W Częstochowie kupiła figurę ponad metrowej wysokości (!), dojechała pociągiem do Rydułtów i pieszo, wielokrotnie odpoczywając, z ciężką figurą przeszła 8 km do domu. Było to około 1920 roku. Rodzina do dziś pamięta opowieści mamy Franciszki z czasów wojny. Rosyjski żołnierz ukradł tak ważną dla niej figurę. Gdy wychodził z podwórka zdesperowana Franciszka wyrwała się z domu, i przezwyciężając strach pobiegła za nim krzycząc, że jeżeli figury nie odda jej właścicielce, to może nie wrócić z wojny… Żołnierz wzruszył ramionami i odszedł. Następnego dnia jednak znowu pojawił się w ich domu i oddał to, co zabrał. Pani Franciszka mówiła, że jednak ruszyło go sumienie. Z tą figurą wielokrotnie ona lub jej młodsze sąsiadki chodziły do Wodzisławia. Tyle wspomnień pana Wiktora Pośpiecha.

xxxxxProcesja pobłogosławiona przez pszowskiego proboszcza wychodziła z kościoła niosąc różne figury i sztandary. Dzieci niosły figurkę Dzieciątka, młodzież, matki i ojcowie figury Serca Pana Jezusa, Serca Maryi, św. Franciszka, św. Antoniego, św. Floriana, wdowy niosły figurę św. Jadwigi.

xxxxxStarsi mieszkańcy Pszowa wspominają lata przed i powojenne, z jednej strony mówią o tych dniach z rozrzewnieniem – jest to przecież ich młodość – z drugiej strony podkreślają bardzo ciężkie, pełne biedy i wyrzeczeń życie. Wspomiana już wcześnie pani Marta opowiadała: „Jak mi było 15 lot  (ok. 1936 r.) to jużech była na służbie. Nibych była przi dziecku, ale robiyłach wszystko. Prałach też prani na rompli. We ćwikli robiyłach, we żniwa, gnoj my kidali. Zimioki my sadziyli. Potym toch robiyła w lesie, u fesztra. Piykłach chlyb w piekaroku, pasłach krowy. Dwie krowy trzimałach, a małe, trzimiesiynczne dziecko miałach w piastowaczce i chodziyłach po lesie. Biyda była.”

                Słuchajmy z wielkim zaciekawieniem i pokorą tych opowieści, spisujmy wspomnienia naszych dziadków i pradziadków, bo historia naszej ziemi wzbogaca nas wszystkich, a dzieci uczy szacunku do ludzi i rzeczy, które posiadają.

Mirela Pośpiech

 Figura Maryi od babci_1_1080

Figura Maryi przyniesiona z Częstochowy przez Franciszkę Pośpiech około roku 1920

Figura Maryi od babci_1080

Zdjęcie przedstawia Wiktora Pośpiecha z figurą Maryi


Copyright © Parafia Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Pszowie. Wszelkie prawa zastrzeżone.